Nie mam poważnej narzeczonej, a tym bardziej aspirującej na ewentualną chciałaby wychowywać ze mną córkę. Może to i ok., ponieważ nie dość, że wbrew 30 lat nie czuję się jeszcze na niańczenie potomstwa przyszykowany, to miałbym wielki kłopot z wybraniem dla niego imienia. Z jednej strony pragnąłbym aby mój ewentualny przyszły syn bądź córeczka miał klasyczne, krajowo wybrzmiewające imię, jak Zygmunt, Stanisław lub też Zbigniew, lecz z kolei nie mam pojęcia czy te imiona, nieco już staromodne w obecnych czasach, w ogóle już będą niemodne za następną dekadę. A przeca ani jeden rodzić nie chciałby być znielubiany przez swoje dziecko, tylko i wyłącznie z powodu tego, że nie chciało mu się zadać sobie trudu i poświęcić trochę czasu nad pochyleniem się nad najbardziej pasującym imieniem. Co z tego, że widzi mi się Kevin, kiedy po pierwsze w krajowym alfabecie nie pojawia się litera ,v”, a po drugie głównie łączyć się będzie z psotnikiem z zagranicznej komedii puszczanej w polskiej telewizji kolejnej Gwiazdki. A jak przydarzy się dziewczynka? Nie mam pojęcia czy na cieście urodzinowym z okazji jej wejścia w dorosłość w roku 2028 cieszyłaby się, gdyby miała wymalowane Sonia, Ewa, Krystyna czy może Christina. Moi drodzy, a czym wy się kierowaliście dając imię dla swoich maluchów? Analizowaliście sens pojedynczych imion w książkach czy może szukaliście znanych bohaterów o podobnym imieniu? Bardzo jestem ciekaw jak postępują dzisiejsi młodzi rodzice.
This entry was posted on sobota, Grudzień 10th, 2011 at 20:07 and is filed under Bez kategorii. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.